poniedziałek, 18 maja 2015

Chapter Six


Oczami Dziewczyny .

Już następnego dnia Mia wstała dosyć wcześnie, miała ochotę na krótką przejażdżkę z ulubionym koniem , Pegazem . Pogoda była odpowiednia do tego. Ubrałam odpowiedni strój do jazdy. Gdy tylko zeszłam na dół zostałam tam wujka , który myślał nad czymś . Zaśmiałam się cicho po czym podeszłam bliżej do niego
- Cześć wujku - uśmiechnęłam się delikatnie całując go w policzek
- Cześć kochana . Wcześnie dziś wstałaś , dlaczego?
- Dlatego że mam ochotę na przejażdżkę konną razem z Pegazem
- Świetnie , ale najpierw go troszkę wyczyść bo wczoraj turlał się
- Jak zwykle , a ty co tak wcześnie wstałeś ?
- Nie mogłem jakoś spać
- To przez te dwa zespoły , tak ?
- Dokładnie
- Mówiłam ci że to zły pomysł z nimi , a teraz lecę .Potem porozmawiamy wujku, pa - pocałowałam go w policzek
- Miłej jazdy
- Dziękuję
Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę stajni . Chwyciłem uzdę i przerzuciłam koniowi przez głowę , zaprowadziłam go na dwór. Zaczęłam go czyścić. Gdy tylko skończyłam odłożyłam rzeczy na swoje rzeczy i osiodłam konia. Wsiadłam na niego i ruszyłam w stronę ścieżki.
Było tu ładnie, słońce ładnie świeciło. Przejażdżka dobrze mi zrobi , przez chwilkę nie musiała mieć na głowie tych " wielkich gwiazd". Miała nadzieję że przez nich nie będzie żadnych kłopotów. Podjechaliśmy z Pegazem do małego strumyczka, pamiętam to miejsce bardzo dokładnie. Jak byłam mała uwielbiałam tu przybywać razem z ojcem całymi dniami opowiadając sobie różne ciekawe historie. Strasznie mi go brakuje. Pogoniłam konia aby ruszył z powrotem. Nie było mnie przez godzinę, gdy wracałam zobaczyłam jak nasze gwiazdy męczą nasze konie. Podjechałam pod stajnię. Gdy już zeszłam spojrzałam na Travisa, który męczył się z Baltazarem, a po chwili mój wzrok padł na dziewczynę z różowymi pasemkami. Widziałam jak zakłada jedną nogę na jedną nóżkę od konia i przekłada już na drugą stronę nogę, ale zauważyłam że koń stoi niespokojnie. Widziałam co w tej chwili zrobiła ta dziewczyna. Byłam zła
- Zejdź z tego konia , teraz
Krzyknęłam z całej siły, wszystkie parę oczu były skierowane w moją stronę , a jedna nieuwaga spłoszyła konia a dziewczyna spadła. Szybko wsiadłam na Pegaza, miałam szczęście że go jeszcze nie zaprowadziłam do stajni. Chwyciłam linę, którą zawsze miałam przywiązaną do siodła w razie nagłych przypadkach. Miałam nadzieję że tej dziewczynie nic się nie stało, ale wiedziałam że to nie jest dobry pomysł aby jakieś gwiazdeczki przybywały w tym miejscu. Moje myśli z powrotem wróciły do konia, którego miałam złapać. Po kilku minutach udało mi się to. Byłam szczęśliwa w tym momencie że złapałam go, ale zauważyłam też że Ramigez kuleje. To był koń mojego taty. bardzo się o niego martwiłam. Gdy dojechałam do bramy czekał już tam Travis
- Trzeba zawołać weterynarza,aby spojrzał na jego nogę
- Co się stało ?
- Prawdopodobnie wdepnął w coś i teraz kuleje. Biedactwo
Zeszłam z Pegaza i kazałam stajennemu się nim zająć. Spojrzałam na konia taty, delikatnie go pogłaskałam. Chwyciłam uzdę i powoli szłam z nim. Wiedziałam że wszyscy na mnie spoglądają, ale mnie to nie obchodziło. Po kilku minutach przyjechał Scott, nasz miejscowy weterynarz. Zbadał go, oznajmij że gdy biegł szkło mu się wbiło w kopyto, wyjął go i dał maść aby tym go smarować i także kazał go nie przemęczać . Szłam w stronę wujka, muszę mu przemówić do rozsądku.


Oczami Zayna Malika

Gdy tylko siostrzenica p. Sama krzyknęła spojrzeliśmy na nią. Nikt nie wiedział o co chodzi, ale po kilku minutach zrozumieliśmy co się stało. Wszyscy byli przerażeni, podbiegając do Pezz
- Nic ci nie jest - odezwał się szybko Harry
- Wszystko gra - odpowiedziała, wstała otrzepując się
- Na pewno? Może wezwać lekarza? - zapytał zaniepokojony całą sytuacją Sam
- Nie, naprawdę nic mi nie jest
Ja odciąłem się od rozmowy  bo Mia , ta brunetka jechała na koniu trzymając za linę uwiązanego tego drugiego konia. Odetchnąłem z ulgą że koniowi nic się nie stało ale po chwili Travis przyszedł oznajmić że będzie potrzebny weterynarz, bo koń kuleje. Sam się troszkę przestraszył, ale Travis uspokoił go że nic mu nie jest i że jest wszystko pod kontrolą. Gdy po kilku minutach weterynarz oznajmił Samowi że koniowi nic nie jest , wszyscy odetchnęli z wielką ulgą. Dziewczyna, znaczy się Mia szła w naszą stronę z nieciekawą miną


- Ty - wskazała na swojego wujka- Mówiłam Ci że to nie jest dobry pomysł, aby oni oni tu byli - tym razem wskazała na nas, Sam chciał coś powiedzieć , ale ona mu przerwała - Nie przerywaj mi , nie skończyłam. Chyba nie jesteś pewien co w tej chwili zrobiłeś. Zapomniałeś chyba że ten koń , koń mojego ojca nie przepadał za innymi. A o to ta dziewczyna - tym razem wskazała na Perrie- zrobiła coś co bym chyba jej coś zaraz zrobiła. Wiesz co zrobiła ?- zapytała , ale gdy Sam się nie odezwał kontynuowała dalej- Nacisnęła na jego czuły punkt , którego tak nie lubi , po tym cholernym wypadku, którego byłam świadkiem. Stawiam ci warunek, jeśli nie zrezygnujesz z nich ja wyjeżdżam i nigdy tu nie wrócę. Mam nadzieję że to przemyślisz.
Nie czekając na jego odpowiedź poszła. Wszyscy byli tylko skupieni. Spojrzeliśmy na Sama , który był załamany spojrzał na nas po czym powiedział:
- Na dziś koniec, dam znać waszym menadżerom czy macie się się jeszcze tu pojawić . Przepraszam
I odszedł. Spojrzeliśmy na niego po czym sami oddaliśmy się od farmy .




Długo nie pisałam , bardzo was przepraszam ;(

1 komentarz: